RSS
piątek, 04 maja 2012

Tu Dziki. Dziki nie zaglądał tu od miesięcy. W lutym napisałem dlaczego, a okazało się, że wpis zapisał się jako wersja robocza... To już przeszłość, Babilon został zwalczony, potem Babilon się zemścił... Nie ma o czym gadać, alleluja i do przodu... Ale jak się zachowało to czemu nie opublikować jako archeologię...

"...Na czas walki z Babilonem Dziki się zawiesił, porzucam postanowienie o regularnym pisaniu o bieganiu po świecie, ledwo starcza czasu na bieganie, jednak wolę biegać i nie pisać niż pisać i nie biegać. A że to właśnie Babilon, przekonał Dzikiego pewien Doktór, którego stałem się fanem (albo idolem, zawsze mi się to pie..oli - jak mawiał Quentino...) Każdy ma swój Babilon, może taki, na jaki zasłużył, może to jakaś próba, może matrix, może zbiegi przypadków, może niektórzy są namagnesowani lub szczególnie chętnie spoczywa na nich oko Saurona... Medytował o tym będę...

Babilon to teraz Dzielnica Wilanów, a Dziki od ponad dwóch tygodni walczy, co tu owijać, z głupotą i ignorancją. Stowarzyszenie Terapeutów realizowało dwa programy streetworkerskie, pedagogów ulicy, na Ursynowie i w Wilanowie. I Wilanów właśnie, urząd dzielnicy, popisuje się głupotą. Byłby śmieszny kabaret z tego, gdyby nie fakt nękania coraz to nowymi wezwaniami do wyjaśnień, coraz bardziej pomysłowych. Z dziś:
- Mamy piękne muzea, świątynię opatrzności, biblioteki, Pałac, dlaczego streetworkerzy nie spotykają się z dziećmi w tych miejscach, tylko w parku linowym, w McDonaldzie, w kinie? - pyta naczelnik do spraw społecznych i zdrowia dzielnicy.
- Te dzieci mają wyroki, mają kuratorów, mają codziennie kontakt z czystym złem świata, chlają, ćpają, sex za pieniądze, w domu są bite, walczą o przetrwanie... Ostatnią rzeczą, jaką zaproponuje streetworker to muzeum. Litości! W najlepszym razie "dzieci" zbluzgałyby pedagoga ulicy, oplułyby buty, zabiły śmiechem i poszłyby sobie, koniec budowanego miesiącami kontaktu i rodzącego się zaufania do dorosłych - Dziki nie wie czy się śmiać czy płakać. To przecież Wilanów ogłosił konkurs na streetworking, a nie wiedzą, czym to w ogóle jest.
- To ja poproszę o wyjaśnienie na piśmie, bo księgowość ma wątpliwości. I jeszcze, dlaczego zakupiono ręczniki papierowe Regina za 8,80 zl i rozliczono w kategorii wydatków gastronomicznych - pani naczelnik jest pewna, że ręczniki prezes kupił sobie do kuchni, tak brzmi pytanie - zarzut.
- Piknik w Powsinie przy ognisku, pieczenie kiełbasek, grill, przyszło dużo wychowanków, normalnie piliby wódkę w Lesie Kabackim, ręcznik tańszy niż serwetki, o co chodzi... - Dziki już postanowił w głowie, że nie podpisujemy umowy na kolejny rok, bo znów wygraliśmy konkurs na streetworking w Wilanowie na 2012 rok. Ale szkoda dzieciaków, szkoda moich "dzieciaków" czyli przeszkolonych, gotowych na wszystko i zaangażowanych streetworkerów,
- Tak, tak, proszę o wyjaśnienie na piśmie - mówi pani naczelnik
- Dobrze, pani naczelnik - usłyszał swój głos Dziki..." 8 lutego 2012

itd...

Tak, sprawa toczyła się jeszcze tygodniami, byłem w końcu u Burmistrza, który próbował Dzikiego obrazić (w tym przypadku prezesa Stowarzyszenia Terapeutów), Dziki udał, że deszcz pada... Były udawane szlochy urzędników, dokumentacja korespondencji bardzo bogata, myślałem, żeby opublikować, przeszło mi, a może warto? Kiedy teraz piszę i wracam pamięcią wzbiera we mnie złość i żądza niebuddyjska... Dobra, projekt ostatecznie rozliczony bez zastrzeżeń, urząd wyedukowany, ale... Kolejna edycja konkursu o działania streetworkerskie został w Wilanowie odwołany, a oferta Stowarzyszenia Terapeutów była już po pomyślnej weryfikacji - pisałem w lutym, że będę miał dylemat: podpisać - nie podpisać... Dylemat znikł, konkurs odwołany, czy to czary? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o forsę... Paranoidalny umysł Dzikiego podpowiada mi tak: urząd chciał nas pozbawić dotacji próbując wykazać nierzetelność, nadużycia, złe wykonanie zadania - nie wyszło, tak nie uda się odzyskać funduszy. No to odwołujemy konkurs! A powód? Tak absurdalny i idiotyczny, że szkoda gadać, powód niezgodny z kilkoma ustawami, z dobrą praktyką, kompromitujący ostatecznie Babilon wilanowski... A dzieci zostały pozostawione same sobie... Do końca lutego streetworkerzy jeszcze podtrzymywali kontakty, czekaliśmy, czekaliśmy, nie doczekaliśmy się, dzieci się nie doczekały, zawiodły się na dorosłych, rozumieją coś z tego? No tak: nigdy nie ufaj dorosłym, bo cię zdradzą...

Musiałem dokończyć ten wątek... A teraz już koniec z patologią, za dużo jest materiału o bieganiu po świecie, a Dziki obecnie biega po świecie jak świr, to przed Rzeźnikiem i planowanym dokręceniem do wersji Hard Core. Dojdę to tego w kolejnych odcinkach, a na razie wklejam taki oto LINK...

Ale fotka musi być, chociaż ta niekoniecznie na temat :-)

Dziki prowadzi w Łodzi grupkę na 5:15 - to są najdzielniejsi zawodnicy, czy ktoś z czołówki potrafiłby biec bez przerwy przez 315 minut...?

Pa, Dziki

12:37, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 stycznia 2012

Były już takie Treningi Otwarte Dzikiego, w których uczestniczył tylko Dziki. Ogłaszałem czas i miejsce, a na starcie nikogo, biegłem sam i było OK.
Ale w niedzielę było mi głupio, bo Janek Jang nagiął godzinę swojego Ergobiegu, żeby połączyć siły. Dziki miał umówione dwie osoby do auta, w tym Rafała - biegającego przewodnika po Warszawie. I rano dwa telefony, jeden po drugim: "nie możemy". Spodziewałem się jeszcze, że na starcie w Truskawiu zobaczę Jastrzębia, a może i Marcina, ale nie, Jastrząb pewnie biegał tego dnia po ruchomej bieżni w hotelu nad Bosforem, albo nad Jeziorem Genewskim...
Głupio, bo start o 11:00 był postulowany przez "moich" zawodników, Jang chciał o 8:30 i nagiął się... Jestem Jankowi winien kilka godzin niedzielnych, jak mam je odpracować? Ale szczególnie winien jestem wdzięczność. Za niedzielną, jedyną w swoim rodzaju, przygodę w Puszczy, kiedy Dziki biegł 2 godziny i 45 minut przypięty do Białej...

A jak wspomniałem Jastrzębia i jego pobyty zawodowe w Stambule, od razu przypomniała mi się historyjka, na której wspomnienie zawsze chce mi się ryczeć ze śmiechu...
Na którymśtam Treningu Otwartym omawialiśmy z Jastrzębiem i z Wyspiem ważny problem technik smarkania podczas biegu. Dziki na przykład opanował tę przydatną umiejętność stosunkowo niedawno i to był przełom na miarę złamania 40 minut na 10 kilometrów. 
A za kilka tygodni Jastrząb opowiadał na kolejnym Treningu Otwartym, jak to w Stambule nie ma gdzie biegać, nowe dla niego miasto, nie chce się gdzieś zawieruszyć, jest za to klub hotelowy z siłownią, jest bieżnia... I właśnie w wielogwiazdkowym hotelu, na sali z siłownią i z przyrządami do fitness, gdzie na każdym sprzęcie ktoś coś ćwiczy, tam Jastrząb podczas wielokilometrowego treningu na eleganckiej mechanicznej bieżni, przyłożył fachowo palec do nosa, zatkał jedną dziurkę, a drugą głośno i soczyście smarknął... I biegł sobie dalej, elegancko, po bieżni mój Jastrząb z Polski... :-)

A teraz z powrotem o biegu z wilkami, który Janek pięknie nazwał Panta Rei. Puszcza wodę puszcza i wszystko płynie...
Jak się spodziewałem, Jang przyjechał ze swoimi psami husky, które znałem ze słyszenia, a nawet trochę z widzenia, na przykład na stukilometrowym nocnym rajdzie po Puszczy Kampinoskiej w 2010 roku. Ergoekipa Janga była bardziej zmotywowana i zdyscyplinowana niż ekipa Dzikiego, przybyła Jola i Marcin. I Piotr, który robił zdjęcia, dwa Dziki podkrada i zobaczę co mnie za to spotka ze strony ACTA...
Od razu Dziki postanawia, że to bieg Janga, Dziki nie ma swojej partii, Ty Janek ustalaj trasę. Wreszcie ustaliliśmy wspólnie, tak, żeby Jola, która pierwszy raz miała biec w Puszczy w świetle dnia, zobaczyła jak najwięcej pięknych miejsc. To ruszamy czarnym szlakiem w stronę Karczmiska, potem przez Wiersze do Roztoki, powrót będzie przez Dębową Górę i Ławską Górę, może Ławy - wioska widmo, ale tam gwarantowana kąpiel w Mariewskich Łąkach, później zdecydujemy jak będziemy wracać...

Odlatujemy, Jola za Szarą, Dziki za Białą... fot. Piotr Siliniewicz

Ale jeszcze przed startem Jang wykonuje rytuał z psami, Biała i Szara dostają uprząż, a ich pan pyta: "kto chce biec za husky?" Jola chce. A Dziki? Nawet nie mogę się przygotować moralnie, jak przed pierwszą zimową kąpielą w jeziorze. Mówię, że chcę, a wcale nie wiem, zdziwiłem się, kiedy usłyszałem, jak Dziki mówi, że chce... Też zakładamy z Jolą uprząż. Dostaję Białą. Bo mocniej ciągnie... O matko, jak to: ciągnie? Będę wleczony za wilkiem? Potem podczas biegu Jola ma podobne skojarzenie - tortury poprzez wleczenie za końmi. A Dzikiemu przypomina się opis indiańskiej męskiej inicjacji, dobra Dziki, masz dziś męską inicjację... No i była inicjacja, nie wymagająca lub bolesna, sama radość i przyjemność, znowu nirwana, tym razem dynamiczna, znowu coś nowego spotkało Dzikiego na biegowych ścieżkach. "Dzikiego, który myślał, że zna wszystkie smaki i zapachy..." (to z odcinka o innej inicjacji, kiedy Dziki pierwszy raz moczył się w zimnym jeziorze, a zacytował go Jang, a to była przyjemność dla Dzikiego, że Jang zapamiętał słowa z mojego bloga).
Biała i Szara poszły w las zabierając Dzikiego i Jolę. Biegnę wyprostowany, zawsze biegam lekko nachylony w przód, siła Białej działa korekcyjnie, potem bolały mnie mięśnie brzucha w dziwnych obszarach, Biała ożywiła nieużywane włókienka mięśniowe. Po drodze kałuże, ślisko jak diabli, upadek grozi wleczeniem za wilkami, jakoś nie padam, fruuunę, to Biała wie, co robi, czuje gdzie twardo, gdzie grząsko, dba o mnie, czuję to, jest euforia pędu, przesiadłem się z loganki do ferrari testarossa... Jest taki środek treningowy kształtujący szybkość - napięta guma przytwierdzona do zawodnika. Albo długi zbieg, trzeba szybko przekładać nogi, przyspieszać odbicie... Mamy lepszy środek treningowy. Za psami husky biegliśmy z Jolą z Truskawia do Karczmiska, w grząskiej mazi błotno - śniegowej, w tempie poniżej 4'00... Prawie 2,5 km sprintu, a w ogóle tego nie czułem, niosło, biegłem przywiązany do husky, psa zaprzęgowego, stworzonego do biegu, do biegania po śniegu, Biała wybierała najlepszy tor, pełny kontakt między nami, ona się oglądała, czy wszystko OK, potrafiła pić śnieg w biegu, cudownie. Odlot. Odlecieliśmy z Jolą. Mógłbym tak biec i biec. Odlecieliśmy od towarzyszy, od Janga i Marcina, czemu oni tak wolno biegną, może im się nie chce? Lecimy Biała... Dziki miał przez chwileczkę refleksję, że może trzeba poczekać, stanęliśmy z Jolą po 3,5 km, o widać ich, biegniemy dalej. Szara, Biała! Znowu odlot, wciągnęło, wkręciło. Nagle dopada nas Janek. Jak to zrobił? Życiówka na 1500 metrów w środku Puszczy, na pewno. Krótkie i oczywiste słowa i dyszący oddech Janga przywracają Dzikiemu wyobraźnię. Przecież oni biegli za nami bez wspomagania. Pokora wstąpiła, przepraszam. Na własne usprawiedliwienie mam taki fakt, że Jola biegła z przodu... A taki bieg mógłby wiecznie trwać, Dziki ciągnięty przez Białą biegnie za Jolą :-) Cieszę się, że dalej mogę biec połączony elastyczną linką z Białą, już Dziki będzie grzeczny.

Za Białą... Dziki nie widział świata poza Białą przez prawie 3 godziny... fot. Piotr Siliniewicz


Dalej biegniemy rozmawiając, poznajemy się z Jankiem, rozmawiamy o Stowarzyszeniu Terapeutów, o autyzmie, Janek ma sporo doświadczeń i wiedzy. Oj, ma Jang wiedzę! To jego bieg i Janek w naturalny sposób wchodzi w rolę przewodnika. Dobiegamy do Wierszy, pierwsza opowieść o Rzeczpospolitej Kampinoskiej, o kilku tygodniach, kiedy ogromny obszar Puszczy i kilkadziesiąt wiosek stanowiło jakby wolną enklawę w okupowanym kraju, to oddziały AK Grupy Kampinos chroniły ludność, zanim poszły do Powstania na pewną śmierć w ataku na Dworzec Gdański... Tam pod Dworcem Gdańskim poległ dziadek Dzikiego, Kazimierz "Socha" Krawczyk, a szedł ze swoim oddziałem właśnie z Wierszy, może częściowo po trasie naszego niedzielnego biegu... Tak. Janek opowiedział jeszcze o wcielonych do SS jeńcach Armii Radzieckiej i jaki był dla nich koniec ich rabunków, gwałtów i zbrodni na ludności cywilnej. Dalej Roztoka, Dziki wspomniał miejsce startu/mety niezapomnianego Biegu Czterdzieści i Cztery na swoje 44 urodziny.

Roztoka, po Biegu Czterdzieści i Cztery...

Potem Ławska Góra i nie decydujemy się na zwiedzanie Ław, wioski, której nie ma. Nie biegniemy przez Ławy, żeby nie potopić się w drodze na Trytew. Skręcamy na północ i krętym południowym przedłużeniem tzw. Krętej Drogi, docieramy w pobliże Mogiły Powstańców 1863 w Zaborowie Leśnym. Stąd już tylko 4 kilometry do Truskawia, tutaj Jang opowiada nieznaną Dzikiemu historię o tym jak oficer SS otrzymał najwyższe polskie odznaczenie wojskowe, order Virtuti Militari...
Kończymy po 23-24 kilometrach, muszę rozłączyć się z Białą, jeszcze chwilę razem, bo biegnę do auta po iPhone'a, proszę Marcina o parę fotek z moją białą wilczycą. Na pożegnanie.

Dziki żegna się z Białą...

 Jang, Jola i Biała... A Dziki już się od Białej odczepił... Na jak długo?...

Dziękuję Janek Jang i cała Ergo Ekipo. Jeszcze połączymy siły, a Dziki spróbuje nie robić problemów, trochę mnie nauczyło bieganie z wilkami...
A spotkanie w Puszczy z Ergo Ekipą spowodowało u Dzikiego potrzebę uzupełnienia ekwipunku biegowego. Od trzech lat nie kupiłem nawet pół buta, a moje przeloty roczne dochodzą do 4 - 4,5 tys. km. I jesteśmy z Johnsonem na liście startowej tegorocznego Rzeźnika - ŚWIEŻOŚĆ O PORANKU to my!
Tak, pora na zakupy w ERGO :-)

Dziki

18:05, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (8) »
niedziela, 22 stycznia 2012

Jakże Piękna Żona i maraton...

Z Jakże Piękną Żoną Dzikiego Dziki rano dziś musnął się w drzwiach. Agata wracała ze swojego biegania, a Dziki wyprawiał się na trening do Puszczy. Tak się z bieganiem mijamy, mało razem biegamy, małe dziewczynki muszą mieć opiekę, a Babci nie wolno nadużywać, Babcię trzeba oszczędzać na naprawdę ważne okoliczności, na przykład na wspólny start w maratonie...

Pierwszy maraton Agaty został odroczony latem 2010 roku, kiedy okazało się, że na świat przyjdzie Lilianna. Taki hormonalny środek dopingowy jest zabroniony przepisami IAAF:-) A Dziki już był umówiony z dyrektorem Maratonu Warszawskiego na to, że będę prowadził grupę na 4:20, tak bezpiecznie ocenialiśmy debiut Jakże Pięknej Żony na dystansie 42,195 km. Agata nie pobiegła, bo Lila w brzuchu, a Dziki zmienił czas jako pacemaker na 4:00.
A przygotowania Agaty wyglądały bardzo obiecująco. Baza nabiegana na spacerach z wózkiem z Hanią, także podczas wspólnych wypraw do Puszczy Agata robiła swoje, wracała, Dziki z Hanią zbierał szyszki, rysował patyczkiem, jest w Puszczy Kampinoskiej parę placyków zabaw, są dzieci, potem Dziki robił swoje, a Hania czekała na tatę z mamą. Pierwsze dwa starty na 5 kilometrów w odstępie kilku tygodni, w drugim życiówka z pierwszego poprawiona o 3 minuty. Agata poprosiła mnie o plan treningowy, bardzo się postarałem, był bardzo dobry, wprowadziłem nawet do tabelki specjalny środek treningowy: obok OBW1, SB, WB2, INT czyli interwałów, znalazł się SEX, czyli sex... :-) Do tej pory, kiedy wieczorem Dziki zaczynał opowiadać o bieganiu i coraz bardziej się zapalał, wtedy Agata mówiła: "mów, mów, nic nie rozumiem, bardzo dobrze mi się zasypia...". Kiedy stała się zawodniczką rozmowy o bieganiu stały się już komunikacją dwustronną... Robiliśmy też wspólne treningi pod Agaty plan, ale Jakże Piękna Żona ma tu coś z Dzikiego, samotne trenowanie wychodzi jej lepiej, niż pod kontrolą. Pamiętam trening w okolicy Dąbrowy Leśnej, tam jest Łużowa Góra, długa wydma paraboliczna, a raczej grzbiet połączonych wydm, doskonała na podbiegi, na siłowe fartleki. A tam zawodniczka odmówiła atakowania podbiegu, wzięła i odmówiła :-) A dlaczego? Bo nie. Bo nie będę się męczyć i tam są wszędzie gałęzie... Za to na zawodach, to co robi  Jakże Piękna Żona w niczym nie przypomina postawy Dzikiego. Nie rozumiem, jak można lubić się ścigać. A Agata po to startuje, żeby wygrać. Z tym w niebieskim. Z tą rudą. Z tamtymi daleko, dojdziemy ich... Tak. Wypatruje ofiary i nie odpuszcza. Dziki odpuszcza, nie przebiegłem chyba żadnych zawodów tak, żeby dać z siebie wszystko. Agata ma charakter wojowniczki, podobnie jak Zuza, najstarsza córka Dzikiego, która też startuje w zawodach i też po to, żeby się ścigać. Te kobiety... Czekam na zawody Agata kontra Zuza, znajdziemy wiosną jakąś atestowaną dyszkę, o matko, nie podjąłbym się obstawiać wyniku, obie są nieobliczalne, maja sporo rezerwy na wyniki i są waleczne, nie odpuszczają aż do mety.
Okej, mogę długo o Agacie, a jak długo, to jest zagrożenie, że nudno... To starty Jakże Pięknej Żony po kolei, jestem wszak kronikarzem Jej czynów:

5 km styczeń 2010, Bieg policz się z cukrzycą, razem z Dzikim, pierwsze w życiu zawody, na przetarcie, zimno, samo przebieranie na mrozie mogło być trudne. Tu właśnie Dziki pierwszy raz zobaczył, jak inaczej Agata funkcjonuje w sytuacji startowej. Nieważne warunki, każdy dyskomfort do zniesienia... Dla porównania, Agata w domu reaguje na zmianę temperatury o pół stopnia... Przebiegliśmy, Agata zobaczyła jak to jest, czas około 34 minuty.

5 km styczeń 2010, Bieg o Puchar Bielan, też z Dzikim, który chwilę potem leciał jeszcze 15 km w Biegu Chomiczówki. Spóźniliśmy się pół minuty na start, "ofiary" do namierzania i wyprzedzania - całe stado przed nami. Trudne warunki, nieodśnieżone chodniki, nie szkodzi, Agata wchodzi w rytm, Dziki biega interwały, żeby robić zdjęcia. Wynik 31:40.

Chomiczówka, Jakże Piękna Żona atakuje i już ma upatrzonego następnego...

10 km, 10 kwietnia 2010, Grand Prix Warszawy w Kabatach. W drodze na start dowiadujemy się o zdarzeniu pod Smoleńskiem, że prezydent zginął, opowiada Piotrek, kolega i rywal biegowy Dzikiego, myślę: głupi dowcip, a facet ma poważną minę, nie do wiary, chyba biegu nie będzie... Ten bieg się odbył, wiele imprez zostało odwołanych, w tym mistrzostwa Polski w maratonie a Kabaty pobiegły. Agata pobiegła sama, Dziki z Hanią na starcie i na mecie. Spodziewałem się Jakże Pięknej Żony po 57-58 minutach, przybiegła z czasem 55:30! Tam nie liczą netto, ale z tłumu na starcie i miejsca, z którego Agata zaczynała, wychodzi średnia poniżej 5'30 min/km. Czyli gdzieś po drodze potężna życiówka na 5 km. Potem Agata opowiadała, jak koniecznie chciała wyprzedzić "tego w niebieskim", przeszła go na ostatniej prostej, a na mecie ten w niebieskim okazał się dziewczyną...

Start 10 kwietnia 2010 roku w GP Warszawy...

 Ostatnia prosta w Kabatach, Agata bierze "tego w niebieskim"...

10 km, III Bieg Truskawki, czerwiec 2010. To urocza impreza w Puszczy Kampinoskiej, w dzikim mateczniku Dzikiego. Dziki w pierwszej edycji nawet się ścigał, honor tego wymagał, przecież to bieg w MOJEJ Puszczy :-) Nabiegałem wtedy koło 39 minut i 5-6 miejsce open. A tym razem starowaliśmy w kategorii par, a Dziki nie powinien w ogóle biec... Po zimie i wiośnie podporządkowanej przygotowaniom do Rzeźnika, po falenickim górskim cyklu, po wyprawie w Bieszczady i Beskid Niski na dedykowane Rzeźnikowi treningi, dzień po obleceniu połowy trasy Rzeźnika z Komańczy przez Chryszczatą i Żebraka na Wołosań i z powrotem, dzień po tym treningu Dziki przerzucił się na Śląsk i ukończył Silesia Marathon ze złamaną kością w stopie... Rzeźnika pobiegłem rok później, ale Truskawkę z Jakże Piękną Żoną planowaliśmy od dawna, musiałem pobiec, nawet jako słabsze ogniwo. Było mokro, po śnieżnej zimie bagna nie zaabsorbowały jeszcze całej wody, postoje i kolejki do przepraw... Agata robiła swoje, namierzała, wyprzedzała, żadnej litości... Skończyliśmy na 25 miejscu na 50 startujących par. W tym roku Dziki ma dylemat, biec tegoroczną Truskawkę z Dużą Córką, z Jakże Piękną Żoną czy solo...

Meta w Biegu Truskawki, Agata holuje Dzikiego za rączkę...

13 km, Bieg Salomona, czerwiec 2010, Puszcza Kampinoska. Też nie mogło nas zabraknąć, Też Dziki na kontuzji. Też mokro. Wtedy na czarnym szlaku, między Janówkiem, a cmentarzem w Palmirach, tam można było pływać. Ocean w lesie. Dosłownie! Biegłem tam kilka dni wcześniej sam, w dniu Biegu Rzeźnika, kiedy koledzy z drużyny walczyli, a mój niedoszły partner nie ukończył, tam na szlaku turystycznym, kiedy woda zaczynała sięgać do spodenek, bardziej efektywnie było płynąć. I Dziki płynął w Puszczy. Kilkaset metrów. Nie zapomnę. Jak zobaczyłem ten ocean, pomyślałem "za Andantego!", może nawet Dziki tak krzyknął i wszedł w rudą wodę. Bo już wiedziałem, że Andante zszedł z trasy Rzeźnika. W teamie Andante - Dziki pokonaliśmy Rzeźnika rok później, o czym już Dziki napisał, ale teraz powtarza... A z Agatą przebiegliśmy te zawody z cyklu biegów Salomona w Puszczy prawie na sucho, po telefonie Dzikiego organizator zmienił wtedy trasę. Wyniku nie pamiętam, dobry, mocny i równy bieg, oczywiście z pochłanianiem zawodników po drodze przez Jakże Piękną Żonę.

15 km, Puchar Maratonu Warszawskiego, lipiec 2010, Międzylesie. Agata biegnie, Dziki z Hanią kibicują, Dziki robi przy okazji fotoreportaż. Ten bieg koledzy oceniali, jako trudny, z podbiegami, z piaszczystą nawierzchnią, lokalizacja w Mazowieckim Parku Krajobrazowym z wydmami jak w Puszczy. Agata po biegu twierdziła, że nie zauważyła żadnych górek i utrudnień... "Łatwy, owszem terenowy, ale bez przesady..." Czas poniżej 1:30, czyli kilometr szybciej niż 6'00. Najważniejsze było to, co Jakże Piękna Żona powiedziała, jak już ochłonęła: "teraz wiem, że mogę przebiec maraton..."

Taką minę ma Agata, jak wyprzedzi swoją ofiarę... Z tyłu "zaliczeni" rywale...

 Hania z mamą rozciągają trójki po bieganiu...

 

No i to tyle o czynach biegowych Jakże Pięknej Żony Dzikiego. A słowa Agaty z poprzedniego akapitu są aktualne. Jest mocna, mocniejsza, niż 2 lata temu, Tydzień temu na Chomiczówce w Biegu o Puchar Bielan 2012 wybiegała 30:30, czyli życiówkę po 2 latach...

Jest coś jeszcze. O czynach biegowych Jakże Pięknej Żony. Dziki zawdzięcza Agacie właściwie każdy start, każdy rekord, wynik, maraton, ultramaraton... Nie przesadzasz Dziki? Nie przesadzam. Posiadam Żonę, Jakże Piękną, ale też jakże cierpliwą, wspierającą tego biegowego zajoba, czyli Dzikiego kochanie i pasję, a od kilku lat tę pasję z Dzikim podziela. I jak tu nie czcić Jakże Pięknej Żony? Każdemu biegaczowi życzę tak permisywnej i rozumiejącej potrzebę biegania, szanującej tę potrzebę, nie robiącej problemów, życzę każdemu takiej piękniejszej połowy, jaką posiada Dziki. Słodko? Za słodko? Ale Dziki pisze o bieganiu, w innych zakresach wspólnego życia mamy normalnie, czyli różnie :-)

Dziki biegający z wilkami...

To wymaga osobnego wpisu... Dzisiejszy bieg z Jankiem Jangiem, Jego Ekipą i Jego psami husky. Zakochałem się w Białej :-)
Byliśmy połączeni, Biała i Dziki, przez 2 godziny i 45 minut.

Dziki biegający z wilkami już w następnym odcinku...

Dziki jeszcze połączony z Białą...

Janek, dziękuję za przygodę. A Jakże Piękna Żona Dzikiego dobierała buty i nie tylko buty w Ergo. I tylko w Ergo :-)

Dziki

18:41, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2012

Tu Dziki

Jakże Piękna Żona Dzikiego biega. Pięknie gra, pięknie jej w czerwonym, pięknie jest, gdy jest, pięknie biega...

To pierwszy wpis w tym tygodniu. Jest zapowiedzią kolejnego, jakże ważnego wpisu... O Jakże Pięknej Żonie nie można napisać tak bez gry wstępnej...

Agata, Jakże Piękna Żona i Dziki - fot. Tomek Rygiel

 Jakże Pięknej Żonie jakże pięknie w czerwonym...

Jakże pięknie gra...

Jakże pięknie biega - Chomiczówka 2010 z Dzikim... fot. Grzegorz Wasyl Grabowski

Jeszcze piękniej Jakże Piękna Żona pobiegła Chomiczówkę 2012 bez Dzikiego... fot. i-run.pl

To w niedzielę o biegowych i nie tylko biegowych czynach Agaty, Jakże Pięknej Żony Dzikiego... A rano w niedzielę odbędzie się kolejny Trening Otwarty w Puszczy Kampinoskiej. Minimum 2 godziny, minimum 20 kilometrów, w Puszczy ciężkie podłoże, należy spodziewać się naturalnych akcentów siłowych i proprioceptywnych w postaci śniegu i śliskiego błota, to dołożymy do tego górki, Ćwikową Górę, Białą Górę, wydmy koło Karczmiska... W takim razie wypada wystartować z Truskawia, czyli identycznie jak na treningu otwartym dwa tygodnie temu. Za to pobiegniemy inaczej, najpierw na północ, po nowych mostkach na bagnie do Karczmiska, dalej w stronę cmentarza w Palmirach, koło leja po wysadzonym magazynie broni, ktory zamienił się w leśne jeziorko, i który tubylcy nazywają "bombą". Tam stoją w lesie słupy do bramy wjazdowej na tereny jednostki wojskowej, wojsko ewakuowałao się podczas kampanii wrześniowej, arsenał za sobą wysadzając. Te słupy ludzie nazywają wartownią... Dalej Białą Górą alternatywną i wymagającą ścieżką, której pewnie nie będzie widać, dobiegniemy do Mogilnego Mostku. Przed mostkiem na leśnej strudze weźmiemy w ręce po gałązce, jak każe miejscowy obyczaj. Złożymy gałązki przy mostku, wiosną należy ten stosik zapalić... To na pamiątkę dramatu, którego jedynym świadkiem była Puszcza. Nie wojenny dramat, całkiem obyczajowy, nie wiadomo kiedy to było, nie wiadomo czy się zdarzyło, pewne jest, że uroczyście tamtędy przebiegniemy... Będzie Rafał - biegający przewodnik po Warszawie. Już się cieszy i dziwi, że nie będzie musiał cały czas gadać i opowiadać, nie bardzo w to wierzę, Rafał nieprzypadkowo został przewodnikiem, dla gawędziarza każda sytuacja jest pretekstem do gawędzenia :-) Ale Dziki na pewno opowie legendę o gezezie nazwy Mogilnego Mostku, opowie trochę o tym, co mijamy po drodze, bo w Puszczy jest do pokazania nie mniej miejsc niż w mieście... A dalej nie wiem jeszcze jak... Zrobimy rympał, czyli pobiegniemy na azymut, tam będą śliczne jeziorka, drzewa w wodzie, no i klasyczne puszczańskie widoczki: z lewej bagno, z prawej stroma wydma i suchy las... Zapraszam każdego. Start w niedzielę o 11:00 z Truskawia. Dojazd z Warszawy łatwy i przyjemny. Jest autobus spod Metra Młociny. A autem z Bielan ulicą Żeromskiego, dalej prosto Wólczyńską, potem prosto, Wólczyńska przechodzi w Arkuszową, w Mościskach to już ulica 3 Maja, ciągle prosto, przez Laski, Izabelin,do Truskawia. Na końcu drogi jest parking, kończy się asfalt pod lasem. To tu.

A temat na niedzielę piękny i zarazem trudny. I w przypadku Puszczy, i jak chodzi o Jakże Piękną Żonę Dzikiego... Damy radę i Dziki da radę, bo to co piękne nie potrzebuje opisywania, wystarczy popatrzeć, poznać, pobyć z tym, co jest piękne... Z tą, która piękna jest...

Dziki

18:01, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 stycznia 2012

Dziki znów nie da rady napisać czegoś z sensem. Będzie jutro, już wiem co... I w takim razie zmieniam, a raczej modyfikuję, zobowiązanie noworoczne: będą minimum dwa wpisy w tygodniu. Kropka. Bez ustalania dni tygodnia. Tak będzie lepiej, napięcie, nieznany dzień i godzina, a jak nie ma tematu, wystarczy polecieć wieczorem do Puszczy, poczmychać, poczmychać i temat gotowy. Tak będzie lepiej, bo Dziki to człowiek zapracowany bez normowanego czasu pracy, no i zabiegany jak najbardziej, a chcę jeszcze bardziej być zabiegany...

A Pomarańczowy niechże ćwiczy cnotę cierpliwości na watykańskich ścieżkach biegowych... :-) A Dziki w dzikiej, dzikiej młodości, był mocno wierzącą osobą, chodziłem na pielgrzymki, do Oazy, itp. I na pielgrzymkach, i w Oazie fajne były dziewczyny i fajny klimat był i duch. No to Dziki i kolega ze studium psychiatrycznego, zaplanowali pielgrzymkę biegowo - rowerową do Częstochowy. Jeden biegnie, drugi na rowerze, zmieniają się, nie zatrzymują się, chyba, że na nocleg. Już byśmy pobiegli, ale kolega zwątpił... No i jest teraz ważnym i znanym w mediach księdzem, jak go w telewizji widzę, to widzę, że nie biega, wtedy biegał i wyczynowo uprawiał judo...

A może pomysł nie jest stracony? W takim teamie, biegacz - rower, na zmianę, można przelecieć do Częstochowy w dwa dni, nawet w półtora dnia. A motywacja lub intencja dowolna, może być religijna, może być krajoznawcza, może być patriotyczna, byle nie patriotyczna przez duże PIS i nie religijna przez duże PIS. A najlepiej z intencją biegowo - rowerowo - dowolną, i tak będziemy promować Stowarzyszenie Terapeutów :-) No, nikt tego dotąd nie zrobił. Lecimy? Nie planowałem tego apelu i tego wątku, Dziki chciał napisać tylko, że wpisu dziś nie będzie... I co wyszło? Deklaracja ideowa i światopoglądowa Dzikiego. No i decyzja. Dziki wchodzi w ten plan. Tysiąc kilometrów w tydzień, jednoparzyste teamy z rowerem, jeden team, dwa, dużo teamów, biegniemy - jedziemy w lipcu - sierpniu, trasa do ustalenia, ale Częstochowa musi być :-) Organizator, Stowarzyszenie Terapeutów ogłasza nabór oraz szuka sponsora, chociaż bez sponsora byłoby bardziej dziko... Dziki od jutra trenuje rower, bo bardzo go zaniedbałem, mojego przyjaciela, zawsze jak gdzieś pojawiał się Dziki, można było w pobliżu zobaczyć jego rower:
- Cześć Dziki, a gdzie masz rower? - takie powitanie stale słyszałem...

No to zrobił się wpis. Ale nie wPIS :-) Dobra, szukam wspólnika, a potem chętne drużyny na, niech będzie, świecką pielgrzymkę po polskiej ziemi biegowo - rowerową 1000 K/week.
A to wspomnienie komentarza Jaskrawo-Pomarańczowego spod poprzedniego zastępczego odcinka, rozwinęło ten wątek...To dobrze. Wszystko pisałem na serio. Zrobimy to. Amen.

Dziki

Dopisek do wpisu:

Bo Dziki przypomniał sobie, że przecież odbył biegową pielgrzymkę do Częstochowy! W 2009 roku biegłem w sztafecie Polska Biega z miejscowości Piątek, z geometrycznego środka Polski właśnie do Częstochowy. Sztafety rozbiegły się z Piątku na cztery strony świata, nasza zmierzała i dotarła do Cieszyna, ale Dziki i John, kapitan sztafety,  oddzielili się w mieście pielgrzymek, żeby jechać do Zakopanego na ślub i wesele Johna.
Sztafety Polska Biega to osobny temat, Dziki biegł obie edycje, 2008 i 2009. Na klimatycznej sztafecie 2008 do Białegostoku poznałem Andantego, późniejszego partnera na Biegu Rzeźnika 2011, Kamila, teraz dyrektora radiowej Jedynki, Michała MKSa, co Metro buduje, Jacka Hugo - Badera znałem, a na sztafecie pokochałem jak brata... Tam John też był, też był kapitanem. Każda miejscowość po drodze to osobna historia o ludziach z autentyczną pasją, o nauczycielach WF robiących najlepszą robotę, o utalentowanych i dobrze zaopiekowanych dzieciakach, świetnie funkcjonujących lokalnych środowiskach biegaczy. Po drodze kluby i samorządy robiły swoje imprezy, witały nas tłumy, autografy, spotkania w szkołach, w ratuszach, siedzibach wójtów i sołtysów. To była niezwykle budująca przygoda biegowa. A im dalej od stolicy, tym więcej zaangażowania i rzeczywistej intencji zgodnej z hasłem akcji Polska Biega. A zacofanie ściany wschodniej to mit; na pewno w przypadku biegania amatorskiego. A tu fotki z, jakby nie było, biegowej pielgrzymki do Częstochowy:

Okolice Bełchatowa, biegnie August, ultramocny ultaramaratończyk, obok na czarno znana i jakże miła Pani z telewizji, koło niej Marysieńka, co wygrała ongiś Maraton Warszawski, potem Czesław, komentartor sportowy... Biegniemy w eskorcie Policji, za nami dzieciaki, odprowadzają nas do granicy miasta...

A tu Radomsko, dołączają się biegacze, ten odcinek skończymy biegiem w tłumie. Dziki nr 113...

Też Radomsko, następny przystanek Częstochowa... Dziki, Agnieszka, która biega po górach, nie tylko po górach, także do tyłu, do przodu, organizuje Silesia Maraton... W tle "bezbłędny" napis... To rzadkość na murach naszego kraju...

 Częstochowa, pożegnanie, sztafeta biegnie do Cieszyna, John (119) i Dziki urywają się na imprezę Johna. Jest Marek, Dario. Jest znana olimpijka...

A świecka pielgrzymka biegowa ze stolicy do Częstochowy odbędzie się! Na pewno. Już jest pierwsza para, czyli cała jedna drużyna!

Dziki

21:46, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 stycznia 2012

Tu Dziki

Kończę z zaległościami, zdarzenie sprzed paru tygodni, za to zmieniające, za to fotki nawet po ocenzurowaniu bardzo pikantne... Dziki w swoim biegu po świecie rozebrał się i pilnował ubrania z wody. Oto opowieść o Pierwszym Morskim Treningu Otwartym, a morskim, bo Wyspio i Dziki zostali MORSAMI... Na nieprzyjaznej i bezludnej ziemi, w mroźnej wichurze z lodowatym deszczem, spotkaliśmy wtedy mistrza, jak Luke Skywalker spotkał Yodę, Mistrza Jedi, na bagnistej planecie Dagobah...

Dziki, co uważał, że zna wszystkie smaki, zapachy, stany emocjonalne, stany fizyczne, oto Dziki doświadczył nowego. Nie przypuszczałem, że moczenie doopska w lodowatej wodzie może zamienić się w przeżycie, które potrafię porównać tylko z doświadczeniami z kategorii w przybliżeniu mistycznych... Był spokojny dobieg z kilkoma zawieruszeniami, Jastrząb z przodu, Wyspio i Dziki za nim, Las Młociński, nieużytki rolne przy Wiśle, wał wiślany, zbieg z wału, drogowskazy rowerowe oszalały, jeden wskazuje pół kilometra do jeziora, po kilometrze następny już 3,5 km, znów drogowskaz, znowu inaczej, jest wreszcie Jezioro Kiełpińskie, trzy razy zdążyłem wycofać się w myślach z zanurzania, żeby za chwilę osiągać pełną gotowość... Jest jezioro! Na brzegu naga postać. Tam nie miał dziś prawa przebywać żaden człowiek! Deszcz, deszcz ze śniegiem, lodowaty wiatr, jezioro na odludziu, dobiegamy od północy, a tam jest jeszcze dziczej niż z przeciwnej strony. Za chwilę wiadomo, to Yoda, Mistrz Jedi. Czekał na nas, z charakterystycznym akcentem powiedział, co mamy robić, powoli się rozbierajcie, musicie się ostudzić po biegu, spocony nie wchodzi, stopy na trawę, wskoczył przy nas, popływał, zanurkował, "wycieramy tylko głowę i jajka" mówi ze śpiewnym akcentem.

Yoda, Mistrz Jedi w Jeziorze Kiełpińskim... Moc, wolność i te wierzby...

Mistrz Yoda jest masażystą, chyba z Ukrainy, uprawia takie kąpiele od 15 lat, przyjechał na rowerze, rozpalił ognisko, zawsze rozpala, jesteśmy z Wyspiem gotowi, Jastrząb marznie na brzegu i robi zdjęcia naszym doopskom. Nogi w wodzie, szok, chcę szybko się zanurzyć, inaczej wyskoczę i nie zostanę morsem. Robię to, zanurzam się, Yoda mówi, żeby zejść niżej, woda zakrywa barki, serce bije jak na dwudziestym najmocniejszym podbiegu pod Łużową Górę w Puszczy Kampinoskiej, oddechu nie mogę opanować, oddech jak podczas pięknego seksu, szok i panika.

Dziki wchodzi w nirwanę, z lewej biodro Wyspia...

15 centymetrów do nirwany...

Nirwana... Yoda mówi z brzegu, żeby się ruszać w wodzie...

 Wyspio rusza się w wodzie, Dziki trwa w nirwanie...

Robię, jak przykazał Corvus, doświadczony Mors z Poznania i biegający kolega, opanowuję to, trwam, Wyspio za chwilę też zanurzony, wynurza się i z powrotem pod wodę, Wyspio robi przysiady w wodzie, Jastrząb robi zdjęcia, Dziki trwa, jestem rozluźniony, bardzo ze sobą, czuję siebie w jednym kawałku, nie wiem jak dlugo trwało trwanie, wychodzimy z rozsądku na brzeg.

Ostatni moment, gdyby nie Wyspio, Yoda i Jastrząb, Dziki trwałby, trwał, aż przyjąłby postać przybrzeżnej trzciny...

Nie chce nam się ubierać, euforia w wersji na serio, radość w ciele, które nadal jest całością z Dzikim, całością z Wyspiem, z Yodą Mistrzem Jedi, z Jastrzębiem, jeziorem, gradową chmurą... Ubieramy się, pijemy herbatę z termosu, Yoda częstuje koniakiem, bo ma... Nie potrzebuję ciepła ogniska, jest mi gorąco, nie przez chwilę, długo, bardzo długo...Nagle czuję, że mam złamaną stopę, na pewno, nie mogę stanąć. To jak wrócę? Ostry ból, miałem złamaną stopę nie tak dawno, poznaję ten ból, ale kiedy to się mogło stać, opowiadam, że nie wrócę biegiem, Yoda mówi, że to ostry skurcz... Tak, kiedy ruszamy z powrotem nie ma śladu po bólu. Potem już w biegu mamy z Wyspiem podobne fizyczne doznania, drewniane stopy, nagle gorące pięty, Jastrząb mówi, że trochę żałuje, że został na brzegu.

Dziki Yodę, Mistrza Jedi, Yoda, MIstrz Jedi Wyspia... wklepujemy drug drugu...

Dzięki Jastrzębiowi Dziki ma gołe zdjęcia Wyspia, przyszłego szefa MSZ :-) no i mamy wspólne zdjęcia z Yodą Mistrzem Jedi. Yoda, Mistrz Jedi mówił, że wcale nie choruje, ma szamańską ideologię tego, co robiliśmy, oddajemy ciepło wodzie, woda daje swą siłę... Yoda przekazuje nam wiedzę swoją wypływającą z Mocy... Yoda jest dobrze zbudowany, coś biegał, chyba półmaraton, a może maraton, nie pamiętam, byłem w siebie wsłuchany... Powiedział, że wiosną kończy 50 lat, wygląda na 30, najwyżej 35. Powrót w innej konstelacji, z przodu Wyspio z Jastrzębiem, z tyłu Dziki. Dziki samotnie przebywał z tym, co nowe, chciałem też biec tak, żeby nie czuć bólu przywodzicieli. Po Moskim Treningu Otwartym zniknęły u Dzikiego ostre objawy bólu przy obciążeniu przywodzicieli, które dokuczają mi co roku na zimę od czasu uderzenia rozpędzonego auta w tył roweru, na którym jechał Dziki, potem Dziki frunął, potem był szpital, a potem sezonowo odzywający się uraz. Tak biegł Dziki w półnirwanie, a koledzy czekali i znów się oddalali, tak było bardzo OK, znów wał, nadwiślańskie smutne dzikie śmietniska, Las Młociński i koniec. Zdarzenie trwało 155 minut razem ze spotkaniem nad jeziorem i z jeziorem. Tom tom Jastrzębia i Garmin Wyspia zgodnie policzyły dystans ponad 21km.

Yoda, Mistrz Jedi i akcesoria: ogień, miecz świetlny, termos, gorzałka...

No i jesteśmy z Wyspiem MORSAMI!!!  Jastrząb, też będzie, widział, będzie niedługo... Ta "morska" inicjacja odbyła się kilka tygodni temu, od tego czasu Dziki morsuje co tydzień, raz w ciemności z czołówką, zawsze wypatruję Yody, Mistrza Jedi, nie widzę Go, wiem, że pojawi się, jak będzie potrzeba... A za każdym razem jest tak samo... Tylko czekam na śnieg, na lód, wtedy ma być najprzyjemniej, mówią stare Morsy...

Dziki 

16:56, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (9) »
środa, 11 stycznia 2012
Chociaż dziś środa, to nie będzie wpisu, cały dzień wypełniony co do sekundeczki. Nawet Dziki nie biega dziś. Jutro o Morskim Treningu Otwartym. Pa. Dziki
14:55, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 stycznia 2012

No to Dziki jest na bieżąco! Pierwszy raz od dwóch miesięcy. Nadal są zaległości, może do nich wrócę, może nie. Za to dziś się działo, oj działo, jak mówi Jurek Owsiak. U kolegów z WOŚP działo się, a u nas też :-) Dziś odbył się Czwarty Bieg po Prawdziwej Warszawie ze zwiedzaniem w biegu dzielnicy Ochota. Biegliśmy z przyklejonymi serduszkami, po drodze mnóstwo wolontariuszy, zaopatrywaliśmy się w serduszka na bieżąco. Dzikiemu serduszko zafundował Jastrząb, pożyczył mi 5 złotych, serduszko odpadło, no i nie wiem, czy mam Ci Jastrzębiu forsę oddawać, czy reklamować :-)

A z Jastrzębiem biegliśmy przedwczoraj rajd po Puszczy, równo 20 kilometrów z Truskawia w okolicę wioski Buda, potem przez zabagniony odcinek specjalny do wyludnionej wioski Ławy, którą wykupił Park Narodowy, a jak wykupił, to zostawił zabudowania, sady, ceglane piwniczki... Teraz Puszcza pochłania to wszystko, zasłania, jak ktoś nie wie, może przejść obok i nie zauważyć.

To Ławy - wioska widmo...

Potem skrótem Dzikiego, na którym strasznie się zawieruszyłem kilka lat temu, kiedy z kilkunastokilometrowego wybiegania zrobił się pełny maraton, wczesną wiosną, bez nawigacji, po przymusowej kąpieli w bagnie, kiedy chciałem obiec na sucho Mariewskie Łąki, na tej krętej mocno pofałdowanej ścieżce straciłem wtedy orientację, tu Dziki miał prawdziwy kryzys, bez płynów, zjadając resztki śniegu, wśród zapadających ciemności... O matko, jaka dygresja, zaraz skończę i będzie o Ochocie :-) Więc tą kiedyś pechową drogą, a teraz Dzikiego ulubionym skrótem, dobiegliśmy do Zaborowa Leśnego, stamtąd Krętą Drogą przez wiatrołomy, które już są sporym laskiem na mostki na bagnie w rezerwacie Cyganka i koniec. A dlaczego Dziki pisze o Puszczy, jak miał opowiadać o Warszawie? No bo o Puszczy nigdy za dużo, bo to też świeży bieg, ale szczególnie dlatego, że prageneza Biegów po Prawdziwej Warszawie to Treningi Otwarte po Puszczy Kampinoskiej, których trzon już od roku stanowią Jastrząb i Dziki. Tak, w piątek rozpoczęliśmy w Puszczy edycję 2012 Treningów Otwartych, a dziennikarze pytali Dzikiego i Rafała o to, skąd wziął się pomysł na taką formę zwiedzania stolicy.

Po kolejnym, trzecim udanym biegu po stolicy postanowiliśmy, że powiadomimy media o następnym wydarzeniu. Bo warto, bo dostawaliśmy dobre informacje zwrotne od uczestników, wreszcie dlatego, żeby skorzystało Stowarzyszenie Terapeutów, pod którego patronatem odbywają się Biegi po Prawdziwej Warszawie. Stowarzyszenie ma się dobrze, a jak idzie dobrze, nikt nie napisze o nas nawet linijki. Nie możemy co kilka miesięcy robić imprezy, czym innym się zajmujemy, stowarzyszenie robi swoje, a od istnienia w mediach sporo zależy, bo kampania 1% podatku zaczyna się zaraz po zakończeniu poprzedniej. W stowarzyszeniu przyjęliśmy taką doktrynę, że nie będziemy robić agresywnych akcji, nie będziemy na siłę wzruszać, na przykład losem dzieci z autyzmem, sytuacją ich rodzin, czyli w istocie rzeczy nie będziemy manipulować... Poza tym litość nie jest tym uczuciem, które chcielibyśmy wywoływać... OK, to Dziki posłał informację, na początek tylko do Gazety Stołecznej i do dodatku Co Jest Grane. Potem zadzwonił dziennikarz, potem pokazał się tekst w formie wywiadu, w który znajdowały się pytania, których dziennikarz nie zadawał i odpowiedzi, których Dziki nie udzielał. Ale to nic... Dziki się sfrustrował szczególnie tym, że Stołeczna nie postawiła ani razu nazwy organizatora, chociaż Dziki to podkreślał, w rozmowie występował jak prezes stowarzyszenia, itp. No i to nie wszystko, w wersji internetowej pokazał się ten sam tekst ozdobiony zdjęciem... spacerujących nordic walkerów. Nie wyrzucilibyśmy z imprezy kogoś z kijkami, ale przekaz był delikatnie mówiąc niespójny... To nic, Dziki się uspokoił.

Za to na starcie Czwartego Biegu po Prawdziwej Warszawie, pod wieżowcem ORCO przed godziną 11:00, zobaczyliśmy z Rafałem grupkę osób, łatwo rozpoznać własny gatunek. To biegacze! Ulga, bo Rafał Przewodnik i Dziki mieli obawy, czy dzień po zawodach w Falenicy, gdzie był rekord frekwencji i bardzo trudny bieg, czy w dniu kiedy gra WOŚP i też ma swój bieg, czy wreszcie ostatniego dnia weekendu, w dodatku w czasie transmisji z finału Justyny Kowalczyk, no czy ktokolwiek przyjdzie...

Przyszli, przyszli... A zdjęcie zrobiła Pani z mikrofonem z TVN24...

Przyszli! Znów rekordowa frekwencja, 25% dziewczyn, witamy się, nagle wchodzi pani z mikrofonem, za nią kamera. TVN 24. O matko. Gadamy z Rafałem do kamery, on mnie potem pytał, jak poszło, bo był zdenerwowany, a ja widziałem rozluźnionego, elokwentnego, opowiadającego anegdotki bywalca. Rafał wśród wielu talentów ma jeszcze lekkość medialną, lub jak to zwać. Dziki w takich przypadkach zapomina 80% słów ze słownika, który ma w głowie, za to "Stowarzyszenie Terapeutów" odmieniłem przed kamerą przez wszystkie przypadki po kilkanaście razy :-) Dzieki Gazeto Stołeczna, bez Waszej notatki na łamach nie byłoby tego materiału.

Aleja Niepodległości, gdzieś tu mieszkał... no, kto...

Dobra, biegniemy, jeszcze krótki wywiad z uczestnikami, chyba się Jastrząb załapał, ten to ma parcie na szkło :-) Jedzie z nami Piotrek na rowerze. Piotrek to jeszcze jeden element potencjału biegowego Stowarzyszenia Terapeutów, jest psychologiem - maratończykiem i ultrasem, a na razie robi bazę wytrzymałościową rowerem z powodu urazu rozcięgna podeszwowego... Piotrek kręci materiał na filmik o Biegach po Prawdziwej Warszawie, zmontuje go Marianna, córka Dzikiego, co ma narzędzia oraz talent. Biegniemy po Ochocie, biegną uczestnicy grupy Biegamy z Ochotą, namawiam, żeby zaginali Przewodnika z wiedzy o swojej dzielnicy... No i jest jak zawsze dotąd, Rafał zaczyna opowiadać, a kończy dopiero na mecie, pod Hotelem Sobieski na Placu Zawiszy. Mówił bez przerwy równo 2,5 godziny! A o czym opowiadał Rafał? A kto był ten wie, a kogo nie było, może pobiec za 4 tygodnie :-)

Biegniemy grzecznie, no nie wszyscy, Szewczuk robi próbę kolana...

Przewodnik przygotował około 140 obiektów, miejsc i opowieści o postaciach związanych z Ochotą i materiał zrealizował. A potem egzamin. I znów potwierdza się teoria, że w biegu mamy lepszą percepcję. Studenci! Przygotowujcie się do sesji na biegająco! Przewodnik zadawał szczegółowe pytania, nawet o ulicę i numer domu, ale żadnym pytaniem nie potrafił zagiąć uczestników. Najlepsze były dziewczyny, zwycięzcy dostali nagrody zastępcze, bo zabrakło postaci biegaczy lub biegaczek do przyklejenia na samochód, ponad 400 sztuk jeździ po Polsce lub biega po laptopach laureatów różnych konkursów Dzikiego, a wykonawcy następnej partii zepsuł się akurat ploter. Ale wszyscy dostaną swoje nagrody, proszę o kontakt mailowy: piotrek.krawczyk@gazeta.pl lub terapeuci@ngo.org.pl.

Biegniemy, biegniemy... Rafał gada, gada...

No i nie jestem w stanie przedstawić uczestników dzisiejszego biegu. Do kilkunastu osób jeszcze się Dziki wyrabiał, oczywiście z wpadkami. Teraz nawet nie próbuję. Szczególnie, że dziś "debiutowało" 15 osób, proszę, oznaczcie się na zdjęciu, które postawię na Facebooku, będzie łatwiej o kontakt...

I gada... :-)

No i dziś publicznie, bo do kamery, ogłosiliśmy, że powstanie strona internetowa Biegów po Prawdziwej Warszawie. A tam forum, galeria, mapy, no i opracowane informacje o odwiedzanych miejscach. Podczas biegu jedna z koleżanek (ja Cię przepraszam, nie pamiętam imienia), zaproponowała pomoc graficzną, nasz bieg będzie miał logo, a strona profesjonalną oprawę!

Mówi, opowiada... my wpatrzeni w jeden punkt...

No i jest zalążek regulaminu. Po czterech miesiącach to już bieg - instytucja, trzeba pewne rzeczy ustalić. Pełny statut pojawi się wkrótce, a bieżące postanowienia są takie:
1. Po trzech odbytych biegach uczestnik otrzyma numer startowy, bardzo ładny i wielokrotnego użytku, zużyty będzie wymieniany na nowy.
2. Po dziesięciu odbytych biegach uczestnik otrzyma unikalny medal, rękodzieło z pracowni witrażowej, wykonany przez podopiecznych Ośrodka Integracji Społecznej Stowarzyszenia Terapeutów, osoby z autyzmem.

Jeszcze kilometr. Razem po Ochocie przebiegliśmy 16,5 km. Na zdjęciu w głębi gmach Bratniaka...

Dziękuję! Dziękuję za spotkania, rozmowy i poznawanie się w czasie biegu. Dziś bieg był szybki, musieliśmy zdążyć na liczenie się z cukrzycą, każdy zdążył, na pewno. A Dzikiemu znacznie bliżej do Ochoty po biegu. Trochę mi się oswoiła, jednak bliższy kontakt robi swoje...

A tu nie wiem co, bo nie uważałem... no, Ochota...

Pa. Dziki

17:59, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (17) »
środa, 04 stycznia 2012

Tu Dziki

To teraz o bardzo zaległej zaległości, o Trzecim Biegu po Prawdziwej Warszawie i od razu o aktualności, bo już w niedzielę kolejna edycja BPPW...

ROZDZIAŁ I
TRZECI BIEG PO PRAWDZIWEJ WARSZAWIE

Miał to być znowu bieg tematyczny o jednej dzielnicy, o Ochocie lub Pradze Południe. Z Rafałem, biegającym przewodnikiem po stolicy, postanowiliśmy jednak inaczej. A to z powodu wiadomości przychodzących z różnych części świata: na Warszawę szykowali się koledzy z Poznania, zaczęli się też zwoływać lublinianie z grupy Biegli... No, należało zareagować i stąd pomysł trasy przekrojowej, z Traktem Królewskim, Śródmieściem, szczególnie ze Śródmieściem Południowym, krótkim wypadem na Pragę... Chcieliśmy jeszcze Wolę, teren Getta, Saską Kępę, bo piękna i do pokazania znakomitym Gościom, ale po przeliczeniu dystansu trzeba było zredukować kilka planowanych odgałęzień trasy, w pełnym wymiarze dochodziliśmy już do pełnego maratonu. Może kiedyś... Tymczasem nawet podczas biegu Rafał z żalem rezygnował z kolejnych obiektów i miejsc. Nie zobaczyliśmy odnowionej ulicy Chłodnej z symbolicznym pomostem na miejscu dawnego połączenia Getta i Małego Getta. Byliśmy za to na Próżnej, na uliczce, gdzie zatrzymał się czas, tam co roku odbywa się Festiwal Warszawa Singera, a tam jakże pięknie gra Jakże Piękna Żona Dzikiego...

Agata gra...

A Przewodnik opowiadał i opowiadał, już nie musiał robić przerw na złapanie oddechu... Czy to adaptacja i wytrenowanie? Przecież wiadomo, że Rafał najbardziej korzysta treningowo z biegów po Warszawie, cały czas na deficycie tlenowym... Dziki poznał kiedyś biegacza, który podczas treningu śpiewał pełnym głosem... Na pewno Przewodnik poprawił VO2 max, ale jest coś jeszcze. Zakupiliśmy przenośny sprzęcik wzmacniający głos, żeby Rafał nie musiał przekrzykiwać ruchu ulicznego, żeby nawet w dużej grupie zachować kontakt głosowy... Urządzenie sprawdziło się znakomicie, a na Rafała podziałało właśni tak: w ogóle nie przestawał mówić :-)

Rafał Zawodowiec...

 

A teraz o uczestnikach: rekord frekwencji, pobiegło 15 osób, za to zanotowaliśmy spadek wskaźnika udziału dziewczyn, jedyną kobietą była Justyna, za to przyjechała aż z Lublina! Justyna i jeszcze dwóch kolegów z jej miasta, Tomek i Andrzej, organizują i na pewno zorganizują pierwszy maraton w Lublinie i pierwszy bieg na tym dystansie na wschód od Wisły. Mają zapał, oczy błyszczące, mnóstwo energii, dobry klimat ze strony władz miasta. Dużo rozmawialiśmy o tych planach podczas biegu, kilka razy Przewodnik musiał nas upominać :-) A warto było uważać, bo na ścieżce biegowej po praskiej stronie, Rafał przepytywał z "materiału", przyznawaliśmy punkty i nagrody. I tu okazało się, że Justyna ma podzielną uwagę...
A z Poznania przybył sam Johnson. Sam, bo spodziewaliśmy się większej grupki z Wielkopolski... To nic. Bo przyjechał Sam Johnson! Tegoroczny zdobywca Ironmana, ultras, zwierzę górskie (przepraszam Johnson - to w dobrym znaczeniu...), no i profesor uniwersytetu, poziom naukowy biegu był bardzo wysoki :-) Z Johnsonem Dziki będzie miał zaszczyt biec w teamie w tegorocznym Rzeźniku, po zakończeniu biegu po Warszawie przerzuciliśmy się do Lasu Bielańskiego, żeby "dokręcić" we dwóch do trzydziestu i więcej kilometrów...

To profesor Johnson, Johnson miał wczoraj urodziny...

A to "profesor" Rafał i uczniowie...


Przedstawiam szczególnie "zagranicznych" uczestników, a był też Gepard, który nie opuścił dotąd żadnego Biegu po Prawdziwej Warszawie, Michał MKS, który rozbiegał Metro Warszawskie i właśnie buduje drugą linię, Wyspio -  trójkołamacz, którego progres wyników dorównuje postępom i awansom w korpusie dyplomatycznym, Kazik z Ale Tempo biegł z nami już drugi raz, Piotrek Marysin podniósł poziom sportowy biegu, był uważny i wygrał nagrodę, Michał w pomarańczowej kurtce wygrał też :-) I kurcze, nie pamiętam imienia jednego kolegi, to dlatego, że tak długo Dziki zwlekał z relacją...

Wszyscy pod Kolumną Zygmunta...


A na trasie? A trzeba było pobiec... :-) Napiszę tylko, że odwiedziliśmy kościół w stylu socrealizmu, leżący wieżowiec autorstwa architekta, któremu władze nie pozwoliły zbudować stojącego, były domki fińskie na Jazdowie, warszawski Pigalak... No i zapowiadany hit: leżące przęsło wysadzonego mostu, na którego miejscu stanął Most Poniatowskiego. Odkryła je Wisła, nadal można obejrzeć tory rosyjskiej kolei, warto zejść pod most od praskiej strony. Wracaliśmy ścieżką biegową po dzikim praskim brzegu, tam odbył się egzamin ustny, nagrodami były postacie biegaczy do przyklejenia na auto.
No i pierwszy raz Stowarzyszenie Terapeutów ujawniło się jako organizator Biegów po Prawdziwej Warszawie. O tym na końcu następnego rozdziału...

Trasa Trzeciego Biegu po Prawdziwej Warszawie



ROZDZIAŁ II
CZWARTY BIEG PO PRAWDZIWEJ WARSZAWIE

No i zapraszamy na kolejną edycję Biegu po Prawdziwej Warszawie. Tym razem biegamy po Ochocie, oczywiście z ochotą. Jest w Warszawie grupa biegowa BIEGAMY Z OCHOTĄ, koledzy zostali specjalnie powiadomieni. Będziemy robić po drodze materiał filmowy, to Piotrek, kolega i współpracownik Dzikiego, maratończyk w stanie czasowego spoczynku, będzie nam towarzyszył z kamerą. Całość zmontuje Marianna, córka Dzikiego. A startujemy w niedzielę o 11:00 spod wieżowca ORCO, naprzeciwko Dworca Centralnego, adres: Aleje Jerozolimskie 81. Czeka nas obiegnięcie najmasywniejszego kubaturowo przed II Wojną Światową gmachu, zobaczymy kamienicę, z której gestapowcy wyprowadzili Grota Roweckiego, akademiki budzące w przedwojennej Warszawie zgorszenie, bo na ich dachach nago opalali się studenci obu płci, oczywiście Filtry, dowiemy się, że Pola Mokotowskie leżą właściwie na Ochocie, że nazwa dzielnicy pochodzi od nazwy knajpy na rogatkach starej Warszawy, itp. Pociągnąłem Przewodnika za język, bo musiałem mieć materiał dla mediów. Ale nie spalam tematu, bo Rafał ma tu mnóstwo i mnóstwo do opowiedzenia, Rafał zakochał się w Ochocie, twierdzi, że urodą dorównuje Żoliborzowi. Nie chce mi się wierzyć... Zobaczymy - uwierzymy...?
Tempo dostosowane do konwersacji, na zakończenie biegowy egzamin z nagrodami.
Wydarzenie jest całkowicie legalne, przewodnik posiada legitymację i identyfikator uprawniające do prowadzenia wycieczek, a wycieczka nie musi posuwać się przecież noga za nogą… Wyposażenie w przenośny sprzęt nagłaśniający pozwala na kontakt głosowy z grupą nawet kilkudziesięciu biegaczy. Dystans do przebiegnięcia: około 15-17 km.

Organizatorem Biegów po Prawdziwej Warszawie jest Stowarzyszenie Terapeutów, organizacja pożytku publicznego, prowadzące w Warszawie i nie tylko w Warszawie, programy i placówki dla dzieci, młodzieży i osób dorosłych z autyzmem, osób niepełnosprawnych, a także dla młodzieży i dzieci zagrożonych uzależnieniami i przejawiających ryzykowne zachowania.

A dlaczego Stowarzyszenie Terapeutów organizuje bieg? To proste, przewodnik Rafał Staniszewski jest maratończykiem i terapeutą współpracującym z naszą organizacją, główny psycholog Stowarzyszenia i kierownik prowadzonej przez Stowarzyszenie Terapeutów placówki, Ośrodka Integracji Społeczneji, jest maratończykiem, prezes Stowarzyszenia, Piotr Krawczyk, jest nie tylko terapeutą, ale także maratończykiem oraz miłośnikiem Warszawy. A przy okazji biegu możemy opowiedzieć o naszej misji każdemu, kto ma na to ochotę :-) Zapraszamy .

Zapraszamy każdego na zwiedzanie w biegu Ochoty!

Nie ma kolizji z biegiem POLICZ SIĘ Z CUKRZYCĄ. Każdy zdąży odebrać pakiet przed naszym biegiem  i o 13:45 pobiec po medal WOŚP.
Zdążymy :-)

Pa, Dziki



15:34, piotrek.krawczyk
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 grudnia 2011

Tu Dziki

Wstawiam autoplagiat z wczorajszego komentarza pod blogiem Johna czyli Wojtka Staszewskiego. Bo mi się podoba, no i jest okazja...

Dziki wczoraj sprawdzał gdzie właściwie jest po godzinach i godzinach biegania w tempie dowolnym. Taki test BNP na koniec roku sobie zrobiłem na pętelce 3,5 km w Lesie Młocińskim, a pętelek było sześć:

1 - 21:31 - bardzo wolno, żeby było z czego przyspieszać :-)
2 - 20:12 - jakże symboliczny czas drugiej pętli...
3 - 19:41 - poczułem mocno przywodziciele
4 - 17:26 - już szybciej niż tempo 5'00, poczułem przywodziciele bardzo
5 - 15:44 - rozgrzane przywodziciele i Dziki w amoku
6 - 14:50 - nic nie boli, Dziki - maszyna do biegania w tempie 4'15, końcówka finiszowa, tętno na finiszu 175/min

To już wiem gdzie jestem. Na dobrej drodze... Dało się mierzyć tempo bez Garmina :-) Kosztem biegania w kółko, ale i tak widziałem prawie tylko samą drogę w snopie światła z czolowki.
Z Garminem zacznę biegać od lutego, niech się jeszcze pobawią koledzy z Wrocławia...

A już niedługo...?

ZARAZ SĘDZIA WRZAŚNIE:
20:12!!!

Test Coopera jest już nudny. Jaki dystans przebiegniesz w czasie 20:12?
Dziki wczoraj 3,5 km na drugim okrążeniu, a potem więcej i więcej...


Tego każdemu życzę: coraz większego dystansu w 20:12...

A plany na 2012?

Wiosną wszystko biegam pod Rzeźnika, nie liczę zatem na rekordy. Ze dwa maratony wiosną na przetarcie, może chociaż jeden w roli zająca. Potem Rzeźnik z Johnsonem, wersję podstawową kończymy poniżej 12 godzin, patrzymy sobie głęboko w oczy i przez Tarnicę wbiegamy do klubu OTK Rzeźnik... A jesień będzie należała do Dzikiego. Połówka wiadomo, maraton 3:09. Dyszki po drodze mniej ważne, jak uda się potwierdzić przynależność do ligi < 39, to dobrze. Życiówka na 5 km, o ile się przydarzy taki start. No i atak na rekord trasy na setce w Puszczy Kampinoskiej, muszę pobiec ponad godzinę szybciej niż w tym roku, ale w tym roku pobiegłem ponad godzinę szybciej, niż w poprzednim, da się zrobić, logistyka i dyscyplina na punktach kontrolnych, no i uważna uważność... Setka w Puszczy priorytetem jesiennym, jak Rzeźnik wiosennym.

Jeszcze udział w życiowych rekordach moich biegających kobiet:

Zuzia < 50 min na 10 km, < 120 min w półmaratonie;

Agata - Jakże Piękna Żona: udany powrót do startów ze złamaniem 55 minut na atestowanej dyszce. Oto plany Dzikiego

I jeszcze jedno postanowienie:

- Dziki, nie traktuj po macoszemu swojego bloga.
- Okej, nie będę... Będą minimum dwa wpisy w tygodniu, w niedziele i w środy...

Pa. Dziki



17:42, piotrek.krawczyk
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze